Otwórz wyszukiwarkę
Zamknij wyszukiwarkę
Zaloguj się
Zaloguj się do konta golfisty

Meronk: Pod choinkę mógłbym dostać kartę na PGA Tour

Dziesiątki turniejów, setki dni poza domem, mnóstwo świetnych wyników i niezliczona ilość wspaniałych uderzeń. Sezon 2021 u Adriana Meronka obfitował w szereg sukcesów, a teraz nadszedł czas, by od golfa chwilę odetchnąć. O tym, jak najlepszy polski golfista spędzi święta i co chciałby znaleźć pod choinką opowiedział Annie Kalinowskiej. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Przyleciałeś niedawno do Polski. Czy po bardzo intensywnym sezonie wreszcie nastała chwila na oddech i święta w rodzinnym gronie?
Tak. Od połowy grudnia jestem we Wrocławiu. Kije zostały w Dubaju, pora odpocząć od golfa. Nie gram już od 7 grudnia, bo jakichś zabawowych rund towarzyskich nie liczę. Teraz już przede mną przygotowania do świąt i… przygotowanie fizyczne i mentalne do przyszłego sezonu. Pierwszy start 20 stycznia w Abu Dhabi. Do około 7 stycznia nie zamierzam grać w golfa, chcę nabrać apetytu na starty, być głodnym rywalizacji…

Jak rodzina Meronków spędza Święta Bożego Narodzenia?
W domu rodzinnym, w kameralnym gronie, zwykle jesteśmy tylko we trójkę z rodzicami. Nasza familia rozsiana po świecie i ciężko się spotkać w jednym miejscu. Nie mamy jakiś oryginalnych zwyczajów, raczej tradycyjnie, jak to w polskich domach.

Świąteczne obżarstwo? Czy jako sportowiec musisz kalorie liczyć?
Nie jestem fanem świątecznego objadania się. Wiadomo, że spróbuję dań, które mama przygotuje, ale nie objadam się po uszy. Do miłośników słodkości też nie należą, więc raczej kawałki ciasta będą symbolicznie. Z ulubionych potraw wigilijnych to najbardziej pasuje mi barszcz. Kalorii nie muszę liczyć, ale wchodząc w nowy sezon chcę być bardziej świadomy tego, co jem i jak układam posiłki. Z moich obserwacji wynika, że tu mam pole do poprawy i wierzę, że jak się na tym skupię, to wpłynie to pozytywnie na mój „performance”. Na dniach będę konsultował się z dietetykiem. Chcę być bardziej świadomy, jak dieta wpływa na moją formę, samopoczucie, skupienie. To kolejny aspekt, który mam zamiar wyśrubować.
Wiem, że w trakcie turnieju sprawdzają się u mnie banany, orzechy, batony proteinowe i dużo elektrolitów do picia. Ale co jeść przed i po rundzie, w jakich odstępach czasowych – temu muszę poświęcić więcej uwagi.

Co chciałbyś znaleźć pod choinką?
Wiem, co będzie na choince – bo pomiędzy bombkami zawsze znajdzie się u nas kilka golfowych akcentów. Ale do materialnych prezentów nie przywiązujemy dużej wagi. Niczego golfowego nie potrzebuję, wszystko już mam. Zresztą ważniejsze od prezentów jest to, aby po prostu pobyć z rodziną w miłej atmosferze. Prezenty nie są dla mnie ważne.

A od losu co mógłbyś przyjąć?
Kartę na PGA Tour! Wśród moich celów na ten rok jest przede wszystkim wygrana w którymś z turniejów European Tour (czyli od nowego roku DP World Tour) i znalezienie się w pierwszej światowej setce. Sezon 2021 był dobry, ale nie chcę się zatrzymywać, kiedy przede mną długa droga. Skupiam się na nowych celach, poprzeczkę zamierzam co roku sobie podnosić.

Sezon zwieńczyłeś 39. pozycją w Race to Dubai, awansowałeś do 10. kategorii turniejowej. To oznacza, że możesz wystartować w każdych zawodach DP World Tour, łącznie z Rolex Series, bez ryzyka, że spadniesz na listę rezerwową.
To duży komfort. Spokój w głowie. Wreszcie mogę ułożyć cykl treningowy bez zastanawiania się, czy na pewno zakwalifikuję się do danego turnieju.
Mówiąc o najbliższych miesiącach, to na pewno zamierzam wystąpić w Abu Dhabi HSBC Championship (20-23 stycznia), w Slync.io Dubai Desert Classic (27-30 stycznia), Ras al Khaimah Championship (3-6 lutego) i Qatar Masters (10-13 lutego). Potem zrobię sobie tydzień lub dwa wolnego, choć Hero Indian Open kusi. Na pewno nie wybieram się na Magical Kenya Open. W marcu za to dwa turnieje w RPA, potem przerwa i starty w Europie.

Najbardziej wyjątkowe momenty 2021 roku, z Twoim udziałem, to..?
Dużo się wydarzyło. Najbardziej niesamowita chwila to był start w US Open. Wielki Szlem to zawsze nagroda za wiele lat treningów, wyrzeczeń. W takich momentach czuje się, że było warto. Mam wielką motywację, aby tam jak najszybciej wrócić. Kolejny wyjątkowy czas to igrzyska. I nie chodzi o sam olimpijski debiut, ale o te dwa tygodnie, w trakcie których byłem częścią największej światowej imprezy sportowej. Dalej zapamiętam na pewno starty we Włoszech, gdzie otarłem się o triumf. Oczywiście finał w Dubaju też był czymś specjalnym, nagrodą za super sezon. Bardzo dobrze się tam czułem. Po nim wisienka na torcie – skok ze spadochronem.

Skydive w Dubaju – odlotowe przeżycie, prawda?
Nie marzyłem o takim skoku, ale zdecydowałem się spróbować i… nie mogę doczekać się następnego! Lubię adrenalinę, a taki skok to fajna odskocznia od golfa. Zupełnie inne emocje temu towarzyszą. Gdy miałem wykonać pierwsze uderzenie w US Open to ciarki przechodziły przez całe ciało. Ale znam ten stan, tę rutynę startową, wiem, że wszystko w moich rękach. A tutaj trzeba było opanować strach, musiałem zaufać instruktorce, bo oddawałem oczywiście skok w tandemie. Stresowałem się, ale fajnie było to przeżyć.

W tym roku miałeś okazję zagrać w dość wyjątkowych flightach – m.in. z Henrikiem Stensonem, Padraigiem Harringtonem, Thomasem Pietersem, Paulem Caseyem… Czy wciąż spotkanie się z takimi graczami robi na Tobie wrażenie?
Świetnie móc zagrać z żywymi legendami, nie tylko dlatego, aby się z nimi porównywać, ale dla obycia się. To cenne doświadczenie. Zawsze można się od nich czegoś nauczyć. Nawet z samej obserwacji ich gry i zachowania można wyciągnąć coś dla siebie. Henrik i Padraig powiedzieli miłe słowa, które też dodatkowo mnie motywowały.

A co powiedzieli?
Henrik wspomniał, że podoba mu się moja gra i jak będę tak grał dalej, to prędzej czy później golf mnie wynagrodzi. Harrington zasugerował, abym grał w European Tour tak długo, aż poczuję, że jestem w stanie wygrać każdy turniej i dopiero wtedy przechodził do PGA Tour.
Ale były też ciekawe rundy poza turniejami. Na przykład grałem z właścicielem marki Whoop, czyli tych opasek dla sportowców, których używam, a które są teraz bardzo popularne w Stanach (Whoop współpracuje z PGA Tour, używa tego m.in Rory McIlroy). Więc Will Ahmed opowiadał mi, jak to działa, jak te bransoletki monitorują stan organizmu i to było dla mnie bardzo ciekawe.

Wymarzony flight?
Z Tigerem Woodsem. Jeśli uda mu się wrócić do gry.

Twój trener Matthew Tipper, w wywiadzie dla Golf&Roll, wspominał mi, że jak lata temu usłyszał odgłos wybijanej przez Ciebie piłki to wiedział, że masz wielki talent. Bo taki dźwięk drive’a słyszał wcześniej tylko u Tigera.
Bez przesady. To za dużo powiedziane, mocno na wyrost. Teraz jest cała nowa fala wielce utalentowanych zawodników i ciężko się wyróżnić. Decydują szczegóły. Widać może różnicę w pokoleniach – żywe legendy to starzy wyjadacze, od których bije spokój i doświadczenie. Ich gra jest mądra, wyważona. Fala nowych zawodowców z Collinem Morikawą i Viktorem Hovlandem na czele to młodzi, bardziej atletyczni gracze, grający bez żadnego lęku, wręcz bez skrupułów. Do tego dążę, aby nie mieć żadnych wątpliwości w głowie. Jestem z roku na rok mocniejszy, również psychicznie. Ale nie ma co patrzeć na innych, muszę robić swoje.

Do Dubaju wracasz 6 stycznia. To już Twój drugi dom?
Trochę tak. Dobrze się tam czuję, a pod względem golfowym to idealna baza treningowa. Z gwarantowaną pogodą, z grą na polach, na których potem rozrywane są ważne turnieje.
Chyba muszę w tym Dubaju już stałą bazę założyć, bo od stycznia będę tam wracał regularnie przez trzy miesiące. W przerwach pomiędzy turniejami to właśnie tam zamierzam trenować lub odpoczywać.

Ale Sylwester jeszcze w Polsce?
Raczej tak, choć planów brak, chyba wyjdzie spontanicznie. Nie mam w ogóle ciśnienia, bo Sylwester to często zabawa na siłę. Zobaczę, co się będzie działo, co robią znajomi i podejmę decyzję w ostatniej chwili.

Co obecnie najbardziej lubisz w golfie?
Rywalizację. To ona sprawia mi największą radość. Nawet jak idę na rundę ze znajomymi, to gramy „o coś”. To może być parę złotych, ale również dobrze parę pompek. W życiu zawodowego gracza cieszy mnie też zmiana miejsc. Dzięki grze na tym poziomie właściwie co tydzień odwiedzamy nowe pola – wszystkie ciekawe i w świetnym stanie. Wyjątkowa jest dla mnie Valderrama, mimo tego, że jest najtrudniejszym obiektem w całym kalendarzu. Lubię to wyzwanie przyjmować. Ale gdybym miał grać wciąż w tym samym miejscu, to bym się znudził. Póki co te podróże i latanie po świecie mnie nie męczą, bo golf to wynagradza. A najlepiej, gdy poza grą uda się gdzieś wyjść, coś zwiedzić, coś nowego zobaczyć. W pierwszej covidowej fali to było niemożliwe, ale w mijającym roku już udało się wyskoczyć poza pola i zrobić coś ciekawego.

Co na przykład?
Pograć w siatkówkę plażową z żużlowcem Maćkiem Janowskim, albo z Hubertem Hurkaczem w paddle tennisa. Ostatnio spotkaliśmy się w Dubaju i najpierw zabrałem go na nocnego golfa, a potem poszliśmy na padla. Hubert dobrze sobie radzi w golfa, grając na lewą rękę, bo trzyma kij tak jak chwyta rakietę przy oburęcznym backhandzie. Ma świetne wyczucie i koordynację, więc potencjał na golfistę jest. Ja za to nie miałem żadnej lekcji tenisa, jestem samoukiem, ale jako sportowiec kilka dobrych odbić w padlu pokazałem. Dla odpoczynku był ping pong i gokarty. Teraz chciałbym jeszcze skiturów spróbować.

Powodzenia! Na każdym polu!

Fot: archiwum Adriana Meronka
Tekst: Anna Kalinowska


Więcej aktualności

Partner Strategiczny

Partner Generalny